środa, 23 sierpnia 2017

Książki i nie tylko

Środa. Trzeba zatem napisać parę słów o książkach. Nie wiem czy skończę dzisiaj, bo u nas już późny wieczór. Zabrałam się za pisanie posta późno, bo cały dzień czułam się niezbyt dobrze. Od dwóch dni zaczęły się pojawiać na moim ciele krostki. Na początku trochę się obawiałam, że są to ukąszenia komara, bo prasowałam przez parę godzin przy otwartym oknie. A tu ukąszenia mogą być niebezpieczne. Komary roznoszą dengę.
Udaliśmy się do kliniki doktora Anthony, zapoznać się z tutejszą służbą zdrowia. Klinika z zewnątrz nie wygląda zachęcająco. Po malajsku. Kto był w Azji ten wie, że autochtoni  nie przywiązują wagi do estetyki, lub ma ona trochę inny wymiar. Wnętrze na szczęście zaprzecza pierwszemu wrażeniu. Wygląda jak każda przychodnia. Ma recepcję, kilka gabinetów. Na miejscu można zrobić badania krwi i moczu, a może również posiadają szerszy zakres usług (tego nie musiałam sprawdzać).
Doktor, Hindus, koło sześćdziesiątki, przemiły w obejściu, okazał się również dermatologiem. Stwierdził na szczęście, że to żadna denga, a jedynie dość solidna alergia. wyszłam od doktora lżejsza o ok. 40 złotych, ale z tabletkami i maścią w rękach. Nie posiadamy tutaj żadnego ubezpieczenia. Koszty leczenia pokrywami sami. Po przedstawieniu rachunków w męża miejscu pracy, są nam zwracane na konto.
Dobra, koniec prywaty. Teraz będzie o książkach. I troszkę o robótkach. Dawno, oj dawno nic nie pokazywałam.


Zacznę od Zusaka "Posłańca", którego przesunęłam na termin późniejszy. Nie wiem, coś mi nie pasowało. Przeczytam później.

Zmieniłam na "Man na imię Lucy" Elizabeth Strout. Lucy, pisarka, matka dwójki dzieci trafiła na kilka tygodni do szpitala. Niespodziewanie dla niej odwiedziła ją matka. Nie widziała jej wiele lat. Spotkanie to wyzwoliło wiele wspomnień z dzieciństwa, z lat młodzieńczych. Przypomniało o biedzie, głodzie, braku czułości, izolacji, osamotnieniu. O walce z samotnością poprzez wejście w świat najpierw czytanych, a później pisanych książek. O bezwarunkowej miłości do rodziców. Króciutka książka, która w bezpretensjonalny, prosty sposób pisze o ludzkich relacjach, o nas . Świetna.



Okładka książki Mam na imię Lucy

Następną przeczytaną książką jest "Kolej podziemna" Colson Whitehead. Książka uhonorowana Nagrodą Pulitzera 2017 i National Book Award 2016. Zdobyła też Goodreads Choice Award w kategorii "historical fiction". Cora jest niewolnicą żyjącą w Stanach pod koniec XIX wieku. Jej matka uciekła, gdy Cora miała 8 lat, babka zmarła podczas zbierania bawełny. Wraz z Ceasarem, również niewolnikiem plantacji Randalla, postanawia uciec. Ucieka owianą tajemnicą koleją podziemną. Ucieka w miejsce, które daje jej pozorną wolność. W ślad za nią rusza łowca niewolników. Brzmi to jak typowa powieść o niewolnictwie. A tak  nie jest. Książka w prosty, pozbawiony emocji sposób pokazuje Amerykę, która do tej pory nie potrafi wyzwolić się z kajdan niewolnictwa. Bardzo, bardzo dobra książka, a czym jest tytułowa kolej podziemna przekonajcie się sami.

Okładka książki Kolej podziemna. Czarna krew Ameryki

Oczywiście dalej czytam Szymborską i Filipowicza. Jeszcze nigdy nie dawkowałam sobie żadnej książki, jak tę. 

I ostatnia książka, którą obecnie pochłaniam to "Ganbare!" Katarzyny Boni. To książka reportaż o tsunami w Japonii w 2011 roku. Choć nie tylko o tej katastrofie opowiada autorka. Już dawno nie czytałam tak dobrego reportażu. Pozwala wejść w centrum wydarzeń, historii ludzi, którzy przechodzą przez kilka trzęsień ziemi dziennie, którzy reagują zdyscyplinowanie na każde ostrzeżenie, którzy nie są tak twardzi i niewzruszeni jak pokazują w filmach. Dla mnie wiele informacji zawartych w tej opowieści jest nowością, więc czytam ją z wypiekami na twarzy.

Okładka książki Ganbare! Warsztaty umierania

To wreszcie nadszedł czas, aby pokazać drobiazgi, nad którymi teraz pracuję. Oczywiście mam skończone i nie obfotografowane dwa szale i jedną chustę, ale to kiedy indziej. Na szydełku!!!! mam teraz podkładki pod kubki. Do Malezji zabrałam ze sobą plastykowe pudełko pełne bawełny, włóczek cienizn na szale, chusty, troszkę jedwabiu. I właśnie z bawełny popełniam podkładki. Dla siebie zrobiłam z resztek, które przyleciały ze mną, zrobiłam takie. Zostało mi jeszcze bawełny na szóstą i może jedną, albo dwie pod talerze. Nigdy bym się za szydełko nie wzięła, ale wynajmujemy mieszkanie i używamy meble, których nie chcemy zniszczyć. W sklepach oczywiście można kupić, ale od czego ma się dwie ręce. Zwłaszcza, że robi się bardzo szybko i przyjemnie.



Wzięłam się również za przerób przemysłowy. Musimy za miesiąc zrobić przyjęcie dla conajmniej 50-ciu par. W zwyczaju jest przygotowanie prezentów dla przychodzących. Mamy pewne drobiazgi, ale wymyśliłam również, że każdy dostanie coś hand made, czyli dwie podkładki, białą i czerwoną. 



No i robię. Na razie jeszcze nie mam odruchu wymiotnego na widok tych maleństw. Jakby co, to mam 11 białych i 3 czerwone. Toteż koniec pisania i biorę się do pracy. Pozdrawiam.

21 komentarzy:

  1. Oj Danusiu tylko Ty nam tam nie choruj. Podkładki wyglądają świetnie... Ale trochę jeszcze brakuje..dużo tych gości będzie. Pozdrawiam i ściskam Ciebie i Zbyszka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię sprawdzać, jak działa służba zdrowia w danym kraju. Czy jest gdzieś gorzej niż u nas. Na razie nie znalazłam takowej. A jeśli chodzi o podkładki, to taki dziubie sobie, dziubię, dziubię....

      Usuń
  2. No i macie już rozeznanie, jak tam u nich ze służbą zdrowia.Życzę oczywiście jak najmniej mieć z tą placówka do czynienia i niech zdrowie Wam sprzyja. Książki już wpisuję na swoją listę, oprócz Lucy, bo czytałam. Szczególnie kusi mnie "Ganbare",bo lubię reportaże, no i nie moge odrzucić faktu, że za kilka lat kilkadziesiąt kilometrów od mojego miasta zacznie działać elektrownia atomowa.
    Podkładki są idealnym prezentem na taką imprezę. Życzę Ci, aby Twoi goście docenili Twoją pracę. Pozdrowienia z zimnego i dzisiaj zadeszczonego Wilna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszeniem dla elektrowni w twojej okolicy jest to, że raczej nie grozi jej trzęsienie ziemi. Oby.
      A jeśli chodzi o moje podarki, to tak jak piszesz, nie bardzo mamy wpływ na to czy się spodobają. Mam taką cichą nadzieję. Mi się podobają. Pozdrawiam z dzisiaj słonecznego( niestety) Kuala Lumpur.

      Usuń
  3. Ja nawet nie czytam, przez działkę ogrodową. Ale jesienią odsapnę. Ciekawe pozycje książkowe przeczytałaś. Podkładki są piękne. Gościom się spodobają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tu na szczęście dla poziomu mojego czytelnictwa nie mam ogrodu. Czytanie więc jest niezagrożone. Pozdrawiam.

      Usuń
  4. Na setkę osób!!! Mnie -istotę - kameralną przeraża samo wyobrażenie. Wytrwałości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie muszę gotować. Mamy już miejsce, menu ( w środę idziemy próbować), napoje. Jeszcze zaproszenia i 80 sztuk podkładek. Luzik:)))

      Usuń
  5. Cudnie tu u Ciebie, jest o czym poczytać i na co popatrzeć. Zazdroszczę książek, choć Zusaka mam i też mi się tak zrobiło, że zaczęłam i odłożyłam. Ale zaczęłam też Elizabeth Strout i też odłożyłam. Koniecznie chcę mieć Kolej podziemną i jeszcze bardziej Ganbare. Pamiętam to tsunami, jak wszyscy to przeżywali.
    No i podkładki - ściągnęłam sobie wzór i będę robić. Daję takie drobiazgi na bazarki na rzecz bezdomnych zwierzaków. To niewielka robota i niewielki wydatek, a na koty mają wsparcie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaaaa, o Szymborskiej zapomniałam. Też chcę mieć. Ostatnio kupiłam "Wszystkie lektury nadobowiązkowe". Cegła, ale sympatyczna. Co ja bym za to dała, gdybym choć w połowie potrafiła tak pisać o książkach jak ona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że moje lektury mogą kogoś zainspirować. Mnie się bardzo podobały. Właśnie skończyłam 'Ganbare" i jestem zachwycono-wstrząśnięta. Niesamowita książka! Na pewno sięgnę po kolejną książkę p. Boni, bo potrafi pisać.
      A tobie dziękuję za przypomnienie o "Wszystkich lekturach nadobowiązkowych". Będę szukać wersję na czytnik.
      Nie raz już byłam u ciebie i jestem pełna podziwu ile robisz dla kotów. Szacunek wielki. Pozdrawiam z kraju, gdzie kotów jest mnóstwo, dużo więcej od psów.

      Usuń
    2. Zawstydzasz mnie. Niczego wielkiego nie robię :) Zamówiłam Ganbare i czekam. Jutro pewnie będę miała. We wrześniu zamówię sobie kota Szymborskiej i Filipowicza :) Pozdrawiam dłubiąc Citrus Coaster.
      Pstrykaj fotki tym kotom i pokazuj nam :)

      Usuń
    3. Nie wiem, czy zaglądałaś do mnie, więc na wszelki wypadek podaję tu nazwę chusty, która Ci się podobała. Jest to South Bay Shawlette. Wzór jest darmowy

      Usuń
    4. Dziękuję bardzo :))))

      Usuń
  7. Żadnej z tych książek jeszcze nie czytałam, ale Twoje recenzję sprawiły, że mam zamiar teraz, natychmiast to nadrobić. Podkładki świetne. Opowieści z serii,, Zwiedzaj świat z Danonkiem" niezmiennie mnie intrygują. Cieszę się, że wszystko ze zdrówkiem ok. Pozdrawiam serdecznie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za tak miłe słowa:))) Żyję i to dobrze. Właśnie jestem po obiedzie, objadłam się ich zieleniny. Jest genialna. W Malezji są teraz święta z okazji odzyskania niepodległości, więc znowu trochę się ruszymy, aby zapoznać się z innym światem:))

      Usuń
  8. Ależ miałam u Ciebie zaległości! Wchodzę dzisiaj, patrzę - egzotyczne widoki, pewnie wakacje i już trochę zazdroszczę, bo urlop dopiero przede mną... Ale czytam, a tu wychodzi, że to bardzo długi urlop będzie^^ Piękne masz okoliczności przyrody ;)
    I bardzo sympatyczny jest ten zwyczaj z prezentami dla gości :) Niby Polacy słyną z tego, ale u nas czegoś takiego nie ma, może czas wprowadzić?^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz zaległości w obecności u mnie. Skończyliśmy właśnie dwa miesiące z trzech lat naszego nowego życia. Jest pięknie, ciekawie, inaczej, różnorodnie. Ciągle mnie coś zadziwia i to jest fajne. Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń
  9. Witaj:) Wpadłam w odwiedziny a tutaj TAKIE zaskoczenie:) Po piewrwsze pięknie piszesz o zwykłych ludzkich sprawach ( ale nic dziwnego skoro pochłaniasz tyle różnorodnej literatury:)) Po drugi podkładki są uroczę, reszta robótek również, bo jak zgadujesz już je obejrzałam:) A po trzecie tyle egzotyki, że aż mi się w głowie zakręciło od nadmiaru wrażeń:)
    Życzę wytrwałości w szydełkowaniu i trzymam kciuki za skuteczność maści:)
    Pozdrawiam i do nastęnego razu bo chętnie będę Cię odwiedzać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam na mojej malajsko - polskiej ziemi. Z pochłanianiem książek nie jest tak jakbym sobie życzyła. Mnóstwo obowiązków, wiele nowości wokół mnie nieustannie mnie rozprasza i odciąga od książek. Ale nie jest źle. Egzotyka mnie niezmiennie zachwyca, choć zauważam, że staje się coraz bardziej normalna. Wczoraj podczas wieczornego biegania zauważyłam, że wieże Petronas, które mijam podczas każdego okrążenia, stały się moją codziennością. Zachwycają mnie nadal, ale nie muszę się już zatrzymać i łapać oddech na ich widok. Ze zdrowiem, jest super. A podkładki już prawie zrobione. Pozdrawiam:)))

      Usuń
  10. I like your site and content. thanks for sharing the information keep updating, looking forward for more posts. Thanks
    ผลบอล

    OdpowiedzUsuń