środa, 30 października 2013

Czytam i biegam

W środku nocy skończyłam czytać książkę Daniela Odiji "Niech to nie będzie sen".


Daniel Odija to słupski pisarz, więc prawie znajomy. Jego poprzednia książka "Tartak", była w finale nagrody Nike . Tamtej nie czytałam, za to ta wciągnęła mnie od pierwszej linijki. Opowiada o pisarzu Adamie, który po rozstaniu z żoną wraca do rodzinnej wioski. Powrót przywołuje wspomnienia o ludziach  których już nie ma wśród żywych, rodzicach i bracie, o sąsiadach i ich poplątanych losach. Bardzo, bardzo spodobała mi się narracja, spokojna, oddająca nastrój prowincji. momentami bardzo przypominała mi "Traktat o łuskaniu fasoli". Uwielbiam książki bez szybkiej akcji, z wieloma przemyśleniami. Chociaż, nie powiem, że nie przepadam za kryminałami, thrillerami. 

Po pracy pognałam do lasu, na moją 10-cio kilometrową rundkę. Ponieważ nie biegałam przez tydzień (zawsze były ważne wytłumaczenia- czterdziestka przyjaciółki,  zawroty głowy, dziwna słabość), to dzisiaj momentami biegłam godnością osobistą. Ale dałam radę. Mam nadzieję, że dzięki blogowi bardziej się zmobilizuję. Staram się, powtarzam  staram się biegać pięć razy w tygodniu po 10 km. Najlepiej wychodzi mi to latem, bo biegam wtedy systematycznie. W roku szkolnym nie daję rady- czasami długa praca eliminuje możliwość wyruszenia do lasu. Ciemność nie sprzyja wyluzowaniu i chęci pobycia sam na sam z naturą. Co nie zmienia faktu, że jestem mistrzynią wymówek. Siąpiący deszcz, padający  śnieżek, niewielki wiatr, głowa, noga, brzuch i co tam tylko jest na tapecie. Jak mi się nie chce, to wołami mnie nie wyciągną. Dzisiaj byłam dzielna. I nawet solidny wiatr mi nie przeszkadzał.  

wtorek, 29 października 2013

Zaczynam

Jestem bardzo ciekawa co wyjdzie z tego mojego pisania. Leniwa jestem okrutnie i nie jestem pewna , czy aby wytrzymam w pisaniu, publikowaniu i jeszcze wielu innych cudach. Nie mówiąc ,że muszę najpierw opanować umiejętność poruszania się po blogu. A co tam!

To ja. Cała ja.

Ta mina w całości pokazuje jaka jestem. Zrobić mi porządne zdjęcie graniczy z cudem. Ale to rodzinne. Mój starszy syn też tak ma. Tę sukienkę zrobiłam rok temu,ale zdjęcie jest świeże z wczoraj. Zrobiłam ją niestety z akrylu Kotka. Bardzo podobał mi się jego kolor. I tyle. Całe szczęście, że dobrze się pierze i nosi, a może w odwrotnej kolejności. Jedna z koleżanek w pracy stwierdziła, że taka Łowiczanka jestem, a inna, przyjaciółka, zresztą, że taka osa ze mnie. I bądź tu twórcza!